Przejdź do głównej zawartości

Posty

Coraz węższa specjalizacja

No i stało się! Zostałem zaliczony do „zramolałych zgredów”. Dowiedziałem się także, że obecnie młodzi ludzie, którzy się jeszcze uczą, „nie mają czasu” na „pochłanianie książek” i „poświęcanie się tylko nauce”. Cóż, pewien pieśniarz śpiewał, że „każde pokolenie ma swój czas”. Ja jestem zdania, że każdy ma tyle samo czasu – doba trwa 24 godziny dla mnie, dla premiera, dla pana Kazimierza z księgowości, dla profesora uniwersytetu, dla tych facetów pod monopolowym także. Technik może nauczyć się składnie pisać, a humanista bez problemu opanuje tabliczkę mnożenia i podstawy geometrii. Nikt nie każe biednym inżynierom pisać poezji ani esejów krytycznych, tak jak nikt nie będzie wymagał od humanisty różniczkowania. Z drugiej strony – tak samo ułomny jest humanista nieumiejący policzyć ile mu się należy reszty, jak ścisły umysł niepotrafiący napisać zdania zgodnie z regułami gramatyki. Wiem, pewnie niektórzy powiedzą, że gramatyka nieważna, liczy się treść. Tylko że często takie niegramaty...

Religia na pół gwizdka

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać, jak i one. Gdy ktoś zapisuje się do jakiejkolwiek wspólnoty – zatrudnia się w firmie, dołącza do drużyny sportowej, wchodzi do restauracji, klubu itp. – przyjmuje zasady w niej obowiązujące. Czasem zdarzają się zmiany zasad, narzucone przez lidera/szefa bądź za wspólnym porozumieniem. Jednak przyjęte zasady są po to by ich przestrzegać, a jeśli nie, to zwykle można się ze wspólnoty wypisać. Nie podoba mi się towarzystwo i nie mogę tego zmienić – odchodzę albo siedzę cicho i podporządkowuję się mimo niechęci. Każda wspólnota religijna ma system zasad, którego wyznawcy powinni przestrzegać. Przykład najpowszechniejszy – Kościół katolicki. Są przykazania kościelne, jest dekalog, siedem grzechów głównych oraz całe mnóstwo zakazów i nakazów płynące z ambon i oświadczeń Episkopatu. Wyznawcy religii katolickiej obowiązani są postępować w życiu tak, jak im ta religia nakazuje. Wypełniać przykazania, słuchać księdza i nie dyskutować. Jeśli nie podzi...

Nasi bliscy z ekranu

Aktorzy to ludzie nam bliscy. Znamy ich twarze, głosy, gesty, są częścią naszego życia, mimo że nigdy ich nie spotkaliśmy, nikt nas sobie nie przedstawił. Tak naprawdę nie ich kochamy, nie z nimi czujemy więź, a z postaciami, które kreują, z bohaterami, w których się wcielają. Podziwiając ich grę aktorską, czując do nich sympatię, jednocześnie odmawiamy im mimowolnie prawa do grania ról samych siebie. A te role nie są na pokaz, są przeznaczone dla rodziny, przyjaciół, sąsiadów, ludzi z którymi aktorzy mają do czynienia poza planem. Aktor nie musi prywatnie być szlachetny, mądry, postępowy, tolerancyjny i wyrozumiały. Ma prawo być taki jak my wszyscy. Aktor może być serdecznym człowiekiem, ale może być też burakiem, arogantem i zwyczajnym chamem. Może być bohaterski i odważny, ale ma prawo być tchórzem. Dobrze by było, gdyby miał światłe poglądy, ale czasem jest dewotem, radykalnym nacjonalistą, albo nic nierozumiejącym potakiwaczem. Jednak ciężko jest rozdzielić wizerunek postaci doko...

Pobity Miecugow albo dokąd zmierza Przystanek?

W latach dziewięćdziesiątych Przystanek Woodstock był w skali naszego kraju czymś niebywałym – kilkudniowy festiwal na wolnym powietrzu organizowany „za zupełną darmochę”, na który przyjeżdżały tysiące młodych ludzi by posłuchać dobrej muzyki i po prostu być razem. W rodzącym się kapitalizmie podlanym religijno-moralizatorskim sosem zarówno WOŚP, jak i organizowany przez nią Przystanek były oddechem normalności, zalążkiem więzi społecznych. Owsiak, mimo że wspierany przez TVP, realizował swe dzieło nieco „obok”, wyraźnie oddzielając je od polityki i wolnego rynku. Politycy, nawet ci wspierający Wielką Orkiestrę, trzymali się od Przystanku z daleka. Przystanek był podziękowaniem za styczniowy finał, miejscem relaksu, miłości, przyjaźni i muzyki. Na Przystanku Woodstock byłem tylko raz, w Żarach w 1999 r. Rok później obrońcy moralności doprowadzili do odwołania festiwalu, a jeszcze później – no cóż, jakoś się nie składało. Od kilku lat zastanawiam się na odwiedzeniem Kostrzyna, ale jakoś...

Trzydziestoletni tetrycy

Parę lat temu (a może nawet wcześniej) w telewizji pokazywana była reklama cukierków. Starszy pan wspominał smak dzieciństwa – smak reklamowanych cukierków, po czym wygłaszał kwestię: „Dziś sam jestem dziadkiem…” i mówił, że jego wnuk również zasługuje na wspaniały smak, który będzie mógł wspominać przez lata. W dzieciństwie nasłuchałem się (jak zapewne większość) wspomnień starszych osób, w których pobrzmiewała nostalgia za rzeczami, które były kiedyś, a nie ma ich dziś. A także takich, które są dziś gorsze, niż były niegdyś. Pamiętam, że przymiotnik „przedwojenny” był określeniem przedmiotu dobrej jakości, wykonanego solidnie i starannie, czegoś, co mimo że stare, jest lepsze od nowych przedmiotów, wykonanych niedbale i z byle jakich materiałów. Bo przed wojną było lepiej, bo kiedyś to było życie, a teraz? Dziś jako dorosły człowiek wiem, że nie można generalizować. Na pewno niektórym było lepiej, niektórym gorzej, jedne rzeczy, zjawiska, porządki były lepsze, inne gorsze niż teraz....

Telewizja dla bezrobotnych

Tak naprawdę nie tylko dla bezrobotnych – także dla pracujących na wieczornej zmianie, pracujących w domu, w tym matek i gospodyń domowych – ale tak popularnie określa się audycje nadawane przed południem w dni robocze. Inna, bardziej popularna nazwa to telewizja śniadaniowa. Prekursorem w Polsce jest oczywiście TVP i program „Kawa czy Herbata?”. Teraz wszystkie duże stacje telewizyjne prowadzą takie audycje na co najmniej jednym kanale. Niektóre telewizje śniadaniowe mają też swoje wydania sobotnio-niedzielne, dzięki czemu także ci pracujący w godzinach przedpołudniowych (najn-tu-fajf dżob) mogą doświadczyć niezwykłego wpływu tego specyficznego przekazu. Program śniadaniowy – taki, z którym ja się zetknąłem – to zwykle para mieszana prezenterów, zapraszających do studia celebrytów, ekspertów z różnych dziedzin, ludzi mających swoje pięć minut z powodu jakiegoś osiągnięcia lub sensacyjnego wydarzenia, często także kolegów z redakcji. Tematy dobierane są na zasadzie równej proporcji se...

O męskich organach na stanowiskach i zdziczeniu języka w ogóle

Dyrektor teatru to w założeniu osoba światła, ktoś, kto zna się na literaturze, na sztuce, na muzyce. Dyrektor teatru powinien po mistrzowsku posługiwać się językiem ojczystym, a i obcymi wypadałoby władać – no, chociaż jednym. Człowiek kulturalny potrafi działać w sposób kulturalny na każdym polu eksploatacji. Można z finezją kogoś pochwalić, można z gracją skrytykować, ba, można nawet powiedzieć „sp…aj!” w taki sposób, że wezwany do oddalenia się interlokutor poczuje przyjemne podniecenie przed zbliżającą się podróżą. Nowego papieża Franciszka Pierwszego można lubić, można czuć do niego wstręt, pociąg, sympatię lub być wobec niego obojętnym. Można się cieszyć z takiego wyboru konklawe, można smucić, złościć, można naturalnie mieć to w nosie. Nikt też nie zabrania nikomu tych uczuć wyrażać, gdyż mamy wolność słowa. Mogę powiedzieć, że nie lubię prezydenta, że premier wg. mnie jest geniuszem/nieudacznikiem*, że prezes tej czy innej partii politycznej to mądry/głupi* człowiek. Ale nazw...