Przejdź do głównej zawartości

Telewizja dla bezrobotnych

Tak naprawdę nie tylko dla bezrobotnych – także dla pracujących na wieczornej zmianie, pracujących w domu, w tym matek i gospodyń domowych – ale tak popularnie określa się audycje nadawane przed południem w dni robocze. Inna, bardziej popularna nazwa to telewizja śniadaniowa. Prekursorem w Polsce jest oczywiście TVP i program „Kawa czy Herbata?”. Teraz wszystkie duże stacje telewizyjne prowadzą takie audycje na co najmniej jednym kanale. Niektóre telewizje śniadaniowe mają też swoje wydania sobotnio-niedzielne, dzięki czemu także ci pracujący w godzinach przedpołudniowych (najn-tu-fajf dżob) mogą doświadczyć niezwykłego wpływu tego specyficznego przekazu.

Program śniadaniowy – taki, z którym ja się zetknąłem – to zwykle para mieszana prezenterów, zapraszających do studia celebrytów, ekspertów z różnych dziedzin, ludzi mających swoje pięć minut z powodu jakiegoś osiągnięcia lub sensacyjnego wydarzenia, często także kolegów z redakcji. Tematy dobierane są na zasadzie równej proporcji sensacyjności i „życiowości”. Temat składa się z materiału filmowego i wywiadu z zaproszonymi gośćmi; trwa zwykle około kwadransa. Tematy mogą być podzielone, przeplatane, przerywane reklamami, muzyką lub serwisami informacyjnymi. Można to oglądać od początku do końca, można przerwać oglądanie i wrócić w dowolnym momencie. Przedpołudniową porą z telewizora sączy się transmisja z „prawdziwego życia” i odbywają się spotkania z „ciekawymi ludźmi”. Łatwo się wciągnąć, ciężko się oderwać – pięć godzin upływa szybciej.

Siedzenie bezczynne jest trudniejsze, nie wspominając już o aktywnym spędzeniu tych godzin. Do aktywności potrzebny jest impuls, wysiłek, chęć ruszenia się z miejsca. Gdy jest się zmuszonym poprzez obowiązek związany z pracą zawodową, wtedy na pewno jest łatwiej. Gdy go nie ma, łatwiej popaść w marazm. Bezczynność jest trudna na początku, ale przy braku zajęć z czasem można się przyzwyczaić, uciec w sen, używki itp. Papka medialna, jaką niewątpliwie są telewizje śniadaniowe, ułatwia przejście od stanu rytmicznego dnia do apatii – po pewnym czasie „ciekawe” tematy przestaną budzić zainteresowanie, a audycja stanie się nieodłącznym, choć puszczanym mimo uszu białym szumem.

Kto ogląda telewizję dla bezrobotnych? Potoczna nazwa została ukuta nie bez przyczyny. Bystrość i jasność umysłu zaczyna słabnąć, gdy umysł nie jest dostatecznie intensywnie używany. Brak pracy na pewno zmniejsza tę intensywność, a TV śniadaniowa tylko przez krótki czas jest w stanie ją podtrzymać, a i to tylko iluzorycznie. Poza bezrobotnymi – gospodynie domowe, w tym te wychowujące dzieci. Umysł zamknięty między rutynowymi czynnościami a sztucznym i płytkim życiem wyzierającym z ekranu nie ma świetlanych perspektyw na rozwój. Dziecko wychowujące się w takiej rutynie – również.

Nic nie jest wyłącznie dobre, ani wyłącznie złe. Niestety, każdy nadmiar zaburza równowagę i powoduje dolegliwości. Nadmiar telewizji jest groźny, szczególnie gdy przyjmuje się ją pasywnie. Pewne treści, na których zależy nadawcy, przemycane są do podświadomości, a wszystko, co intelektualnie cenne, przelatuje przez głowę bez śladu. Stąd nie wynika apel: „nie oglądać telewizji śniadaniowej, a najlepiej żadnej!” – nie! Oglądać, ale myśląc, wybierając audycje, no i oczywiście nie przesadzając. „Prawdziwe życie” i „ciekawi ludzie” są głównie poza telewizją – warto obejrzeć ich na żywo, bez pośrednictwa ekranu.

Popularne posty z tego bloga

Orzełek symbolem czego?

Gruchnęła wieść, że polscy piłkarze z reprezentacji narodowej na nowych strojach nie mają naszytego godła państwowego. Ależ się podniósł krzyk, lament, zawodzenie – oj co to będzie, jak sportowiec może występować nieogodłowany, przecież tradycja, Polskie Orły, Orły Górskiego, Hej Sokoły, a w ogóle to precz z PZPN-em! Zmiana polegająca na zastąpieniu Orła Białego logotypem Związku Piłki Nożnej to woda na młyn tradycjonalistów i przeciwników PZPN. Mnie jakoś nie szokuje. Po pierwsze, sportowe reprezentacje większości krajów przestają być „narodowe” – pozostają co najwyżej „obywatelskie”. Wynika to z migracji, globalizacji, ale też (a może przede wszystkim) z urynkowienia sportu. Dobry sportowiec występuje tam, gdzie dobrze płacą. Obywatelstwo dostaje w trybie ekspresowym, by mógł sławić imię swej nowej ojczyzny na światowych arenach. Emmanuel Olisadebe otrzymał polski paszport od ręki, i to ręki samego prezydenta RP, nie musiał też spełniać warunków wymaganych dla „zwykłych” ludzi. Merl...

Długie włosy

Moda w branży fryzjerskiej jest równie zmienna, jak w krawieckiej. Męskie i damskie fryzury podlegają nieustannym przemianom, ewolucjom i rewolucjom. Raz krócej, raz dłużej, czasem nierówno, czasem symetrycznie. To, co modne było przed ćwierćwieczem, dziesięć lat temu uznawano za obciach, by w zeszłym roku przywrócić do łask. Jedno uczesanie chyba nigdy nie wyjdzie z mody, a na pewno było i jest doceniane. Mam na myśli długie, niczym nieskrępowane włosy u kobiet. Może upięte w kok podkreślają biust, może wysoko zawiązany kucyk odmładza. Może podobać się dziewczyna ostrzyżona „na zapałkę”, z irokezem lub wieńcem a la Tymoszenko. Może i podoba się na pewno. Jednak ciężko znaleźć chłopa w wieku produkcyjnym, który nie odwróci się z zachwytem na widok burzy włosów spadających na plecy – i niżej. Drzewiej bywało, że długie włosy były atrybutem młodości i panieństwa. Po ślubie kobieta traciła wianek i warkocze, a w zamian dostawała czepiec. Włosy na damskiej głowie uważano za bardziej nazna...

Musierowicz

Od trzydziestu pięciu lat czytana i uwielbiana przez rzesze nastolatek. Właśnie ukazała się dziewiętnasta odsłona sceny życia w jeżyckim teatrze. Małgorzata Musierowicz prowadzi nas przez ulice Poznania, zapraszając do rodzin Borejków, Żaków, Ogorzałków, Bitnerów i innych bohaterów sagi o miłości, wierności i dobrze przeżytym życiu. Jako młodzież szkolna pochłaniałem literaturę młodzieżową w ilościach hurtowych. Niziurski, Ożogowska, Bahdaj, Siesicka to był mój pisarski dream team. Od literatury uznanej powszechnie za dziewczyńską także nie stroniłem, zdzierżyłem nawet pięć albo sześć tomów tasiemca o Ani z Wyspy Księcia Edwarda. Książek Musierowicz jednak nigdy do ręki nie wziąłem w tamtych czasach. Najniespodziewaniej sięgnąłem po nie w wieku mocno dorosłym, kilka lat temu. Po pierwszych dwóch, trzech tomach „Jeżycjady”, pomyślałem: „szkoda, że nie skusiłem się na nie wcześniej”. W miarę czytania kolejnych doszedłem do wniosku, że chyba jednak dobrze, że czytam je dopiero teraz. „Je...