Przejdź do głównej zawartości

Trzydziestoletni tetrycy

Parę lat temu (a może nawet wcześniej) w telewizji pokazywana była reklama cukierków. Starszy pan wspominał smak dzieciństwa – smak reklamowanych cukierków, po czym wygłaszał kwestię: „Dziś sam jestem dziadkiem…” i mówił, że jego wnuk również zasługuje na wspaniały smak, który będzie mógł wspominać przez lata.

W dzieciństwie nasłuchałem się (jak zapewne większość) wspomnień starszych osób, w których pobrzmiewała nostalgia za rzeczami, które były kiedyś, a nie ma ich dziś. A także takich, które są dziś gorsze, niż były niegdyś. Pamiętam, że przymiotnik „przedwojenny” był określeniem przedmiotu dobrej jakości, wykonanego solidnie i starannie, czegoś, co mimo że stare, jest lepsze od nowych przedmiotów, wykonanych niedbale i z byle jakich materiałów. Bo przed wojną było lepiej, bo kiedyś to było życie, a teraz?

Dziś jako dorosły człowiek wiem, że nie można generalizować. Na pewno niektórym było lepiej, niektórym gorzej, jedne rzeczy, zjawiska, porządki były lepsze, inne gorsze niż teraz. Dużo zależy od postrzegania rzeczywistości – jak się nietrudno domyślić inaczej patrzy na świat nastolatek, a inaczej emeryt. Skłonność idealizowania czasów młodości jest naturalna i mimowolna, właściwa osobom… no właśnie, w wieku emerytalnym, albo tuż przed. Przy okazji to skarbnica informacji o niegdysiejszej codzienności, co prawda czasem niezbyt obiektywnych, ale cóż to jest obiektywizm?

Tymczasem przeglądając informacje krążące w sieci internetowej zaczynam mieć niejasne przeczucie, że w tym naszym świecie, wyznającym na każdym kroku kult młodości, ludzie coraz szybciej się starzeją. Nie we wszystkich aspektach, bo pragną zachować wygląd i styl nastolatków, boją się zmarszczek i cellulitu, ale mentalnie popadają w rutynę, a także – zaczynają wołać: „Pamiętam w dzieciństwie to…” i rozwijają, jak to w dzieciństwie było dobrze. Kto tak zachwala dzieciństwo, a „dziś sam jest dziadkiem”? Ano właśnie trzydziestolatki.

„Dzieciństwo w latach osiemdziesiątych było wspaniałe, bo bez internetu, na podwórku, w grupie, były wspaniałe słodycze i inne smakołyki, których teraz nie ma” i tak dalej. Tylko dlaczego taka nostalgia dopada ich (nas – też jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych) tak wcześnie? Czy już nie radzimy sobie z szybko zmieniającą się rzeczywistością? Czy uważamy, że dzieci lat siedemdziesiątych zablokowały nas, zajmując stanowiska po przełomie roku 1989? Czy irytuje nas, że po piętach depcze nam już pokolenie lat dziewięćdziesiątych, które nie zna świata bez internetu i lepiej od nas rozumie ewolucję kultury i świata w ogóle w stronę wirtualnej rzeczywistości? Czy przytłoczeni kredytem, dziećmi, pracą w korporacji albo u nieskorego do regularnych wypłat biznesmena, mający poczucie niespełnienia albo w najlepszym wypadku niedosytu, już teraz uciekamy we wspomnienia z dzieciństwa. Czy już w wieku trzydziestu paru lat musimy żyć przeszłością? Co się z nami dzieje?
 

„Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni?” – pytał wiele lat temu Jonasz Kofta. Gniew jest (w tym bon mocie) emocją rewolucyjną, pełną chęci zmian. Wkurwienie jest bezsilne, niechętne do działania, objawiające się bezproduktywnym narzekaniem, z którego nic nie wynika.

Pokolenie trzydziestolatków to ludzie jeszcze młodzi, a już wkurwieni. Tego poeta nie przewidział.

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa zupa czyli jak uniknąć razów męża

Kilkanaście lat temu ruszyła kampania społeczna przeciwko przemocy wobec kobiet. Sztandarem tej kampanii był plakat przedstawiający kobietę pobitą – z siniakami i zadrapaniami – opatrzony podpisem: „Bo zupa była za słona”. Zestawienie poruszające, wywołujące u każdego w miarę wrażliwego odbiorcy poczucie absurdu i sprzeciwu wobec takiego (czytaj: przedmiotowego i okrutnego) traktowania drugiego człowieka. Jaki skutek odniosła ta kampania? To pytanie do socjologów, jednak na pewno udało się zwrócić uwagę szerszego grona obywateli na to wstydliwe zagadnienie. Przedtem mówiono, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż, że związek małżeński jest święty, a żona jest przeznaczona mężowi, który jest „panem domu”. Jeszcze głupsze w mojej skromnej opinii jest porzekadło, że mężczyzna jest głową domu, a kobieta ma być szyją (co rozumiem tak, że kobieta może co najwyżej sprytnie manipulować mężem i forsować swoje potrzeby/pomysły niepostrzeżenie, by mąż myślał, że to on decyduje), co od razu wykluc...

Radziecki? Sowiecki?

Coraz częściej natykam się na samozwańczych poprawiaczy języka polskiego. Chodzi mi o nazewnictwo nieistniejącego już, największego obszarowo państwa na świecie i wszelkich zagadnień z nim związanych. Jakie to państwo, nietrudno zgadnąć, ale jak się nazywa? Encyklopedia PWN podaje że jest to (był) Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich lub w skrócie Związek Radziecki. Słowniki również taką nazwę i przymiotnik „radziecki” odnotowują”. Niby wszystko w porządku. Jednak (wracając do początku) coraz częściej spotykam się z formą „Związek Sowiecki”, przymiotnikiem „sowiecki”, a nawet ze skrótem „ZSRS”! Co gorsza takie kwiatki nie są wyłącznie cechą publikacji wojujących wydawnictw bogoojczyźnianych; można je spotkać również w poważnych i neutralnych światopoglądowo dziełach, również, a nawet często, w tłumaczeniach. Wielki Słownik Angielsko-Polski PWN-Oksford przy słowie „sowiecki” podaje, iż jest to wyraz o zabarwieniu pejoratywnym. Przez lata tzw. demokratyczna opozycja używała te...

Tytoniowy szlak

Krzysztof Teodor Toeplitz wydał kolejną książkę. Już to pierwsze zdanie wystarczy, by wywołać intelektualne ożywienie. Wszelkie przejawy pisarstwa red. KTT są warte odnotowania; po każdej jego książce, po felietonie, czy choćby krótkiej notce prasowej, czuję się mądrzejszy (czy jestem, to inna sprawa). Każdy jego tekst jest jak snop światła, który oświetla, albo doświetla poruszany temat, dzięki czemu patrzę na problem świeżym okiem, w sposób, który mnie samemu nie przyszedłby pewnie do głowy. Tytoniowy szlak to esej kulturoznawczy, zarys historii palenia tytoniu przez człowieka od czasów wielkich odkryć geograficznych do chwili obecnej. Autor z werwą smakosza opisuje kulturę palenia tytoniu - fajki i cygara, jako używki dla koneserów, jak również tytoniu do żucia i papierosów, przeznaczonych dla zwyczajnych nałogowców. Nie gloryfikując tytoniu, bez przemilczania jego szkodliwości, próbuje Toeplitz ostudzić zapał zagorzałych przeciwników palenia. Wykazuje złożoność tego zjawiska, jego ...