Przejdź do głównej zawartości

Posty

Prawdziwa zupa czyli jak uniknąć razów męża

Kilkanaście lat temu ruszyła kampania społeczna przeciwko przemocy wobec kobiet. Sztandarem tej kampanii był plakat przedstawiający kobietę pobitą – z siniakami i zadrapaniami – opatrzony podpisem: „Bo zupa była za słona”. Zestawienie poruszające, wywołujące u każdego w miarę wrażliwego odbiorcy poczucie absurdu i sprzeciwu wobec takiego (czytaj: przedmiotowego i okrutnego) traktowania drugiego człowieka. Jaki skutek odniosła ta kampania? To pytanie do socjologów, jednak na pewno udało się zwrócić uwagę szerszego grona obywateli na to wstydliwe zagadnienie. Przedtem mówiono, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż, że związek małżeński jest święty, a żona jest przeznaczona mężowi, który jest „panem domu”. Jeszcze głupsze w mojej skromnej opinii jest porzekadło, że mężczyzna jest głową domu, a kobieta ma być szyją (co rozumiem tak, że kobieta może co najwyżej sprytnie manipulować mężem i forsować swoje potrzeby/pomysły niepostrzeżenie, by mąż myślał, że to on decyduje), co od razu wykluc...

Biedaku, weź kredyt!

Nie jestem niestety biegły w zagadnieniach ekonomii, ale chcąc nie chcąc muszę się z roku na rok coraz lepiej orientować w tej nauce o regułach rządzących naszym globalnym domem. Ekonomii powinno się nauczać od początku podstawówki, jeśli nie wcześniej. Dlaczego? Ano dlatego, że jej nieznajomość zaczyna nas powoli wpychać w niewolę, jaką staje się zależność finansowa. Kredyt to tak naprawdę sprzedaż pieniędzy. Pożyczam 100 złotych od banku, za co muszę zapłacić, powiedzmy, 20 zł, czyli po upływie ustalonego terminu muszę oddać 120 zł bankowi. Kiedyś ten mechanizm działał w obie strony – jeśli pożyczałem pieniądze bankowi, dostawałem odsetki od wpłaconej na lokatę kasy. Teraz nie dość, że od tych procentów trzeba zapłacić podatek, to jeszcze różne sztuczki typu prowizja czy ubezpieczenie lokaty sprawiają, że de facto to ja płacę bankowi za to, że trzymam w nim pieniądze. Sprytne. Wróćmy jednak do kredytu. Kredyt bankowy nijak biorącemu opłacać się nie może. Mądrzy ludzie i obserwacje u...

Leworęczność

Ludzie praworęczni żyją w błogiej nieświadomości problemów, z jakimi na co dzień zmagać się muszą ludzie leworęczni. Nie są to może zagrożenia śmiertelne, ani uciążliwości zatruwające życie, jednak wymagają pewnych przystosowań, przestawienia się i zwiększenia wysiłku przy wykonywaniu podstawowych czynności dnia codziennego. Dzieci leworęczne dawniej bywały obdarzane epitetem „szmaja” (czy w wariancie mazowieckim – „śmaja”) albo „mańkut”. Sprawiało to, że co „mądrzejsi” rodzice przestawiali takiego dzieciaka, zmuszając do uczenia się wykonywania wszystkich czynności prawą ręką. Nauczyciele – też co „światlejsi” – traktowali takich uczniów jak mniej zdolnych/inteligentnych, słyszałem nawet o takich, którzy z automatu obniżali leworęcznemu ocenę o 1 stopień. Teraz, mam nadzieję, taka dyskryminacja zanika. Pojawiają się informacje o genialnych wynalazcach, ludziach nauki, kultury, biznesu, którzy będąc leworęcznymi osiągnęli szczyty sławy. Próbowano lansować tezę, że osoby posługujące si...

Niepełnosprawność

Paraolimpiada za nami, zgrzyty wokół problemu sportu niepełnosprawnych również. Czymże jest niepełnosprawność? Nieprzystosowaniem do danego środowiska. Nie wszystkim gatunkom potrzebne są oczy, uszy, skrzydła czy płuca. Z punktu widzenia ptaków człowiek jest niepełnosprawny, bo nie ma skrzydeł, my możemy litować się nad kretem, bo jest niewidomy, a w najlepszym razie niedowidzący. Człowiek pełnosprawny to taki, który ma wszystkie organy sprawne. Tak naprawdę, to nie ma ludzi w 100% pełnosprawnych. Nawet ci na oko sprawni mogą mieć wadę serca czy wzroku, płaskostopie, słabą wątrobę, mniej wydolne płuca lub niski iloraz inteligencji. Każda, nawet najmniejsza wada organizmu ogranicza zdolność człowieka do wykonywania pewnych czynności, ale nie przeszkadza, albo i pomaga w wykonywaniu innych. Przykładem niech będzie Stephen Hawking, mający niemal całkowicie niesprawny (ruchowo) organizm, ale ponadprzeciętnie sprawny umysł, który mimo niepełnosprawności pozwala m...

Rząd fachowców

Nie przepadam za polityką i staram się nią interesować tylko tyle, ile trzeba (zainteresuj się polityką zanim ona zainteresuje się tobą) by orientować się w funkcjonowaniu aparatu państwowego. Na wybory chodzę zawsze i uważam to za obywatelski obowiązek i przejaw patriotyzmu. Jeśli jednak mam słuchać prowadzących donikąd rozważań wątpliwej jakości ekspertów i pyskówek politycznych „buldogów”, to wolę obejrzeć np. Discovery Channel albo poczytać książkę. Z moich (i nie tylko moich) obserwacji wynika, że najlepiej rządzenie wychodzi gabinetom tymczasowym, powoływanym na przeczekanie, na okres przedwyborczy, gdy wszelkie koalicje zostały już zużyte. Na takie rządy nikt specjalnie nie napada, nie wyrywa się z krytyką, bo zazwyczaj wszyscy w tym czasie planują już kampanię wyborczą. Takim najświeższym i chyba najlepszym przykładem rządu tymczasowego jest gabinet Marka Belki, oceniany wysoko zarówno przez zwolenników, jak i przeciwników tej opcji. Zazgrzytało mi ostatnio w uszach określenie...

Trzy filmy drogi czyli co się dzieje, gdy kilku mężczyzn próbuje zrobić coś razem

Mamy ostatnio urodzaj na filmy w których kilku facetów wpada na nietypowy pomysł i usiłuje go zrealizować na przekór rozsądkowi. Wybrałem sobie trzy obrazy o podobnej konstrukcji i obejrzałem je jeden po drugim. Wszystkie mogę polecić, każdy czymś mnie zachwycił, czymś poruszył i czymś rozbawił. Na początek poszedłem na „Kuzynów” („Primos”, 2011, reż. Daniel Sánchez Arévalo – ten od „GranatowyPrawieCzarny”). Wartka, pełna temperamentu i humoru, frywolna komedia potrafi rozbawić, a jednocześnie, dzięki swej otwartości w sferze życia intymnego, przewietrzyć umysł i skłonić do refleksji na tematy obyczajowe. Diego jest zakochany, planuje małżeństwo, ale niestety, panna młoda zmienia zdanie. Odwołany ślub wywołuje zrozumiałą rozpacz pana młodego, ale na szczęście ma on dwóch oddanych i kochających kuzynów, którzy nie zostawią go na pastwę depresji. Trójka bohaterów jako antidotum na smutki wybiera podróż sentymentalną do rodzinnej miejscowości, gdzie każdy z kuzynów musi zmierzyć się z ni...

Zaufanie i wiara w kompetencje

Dziecko jest nieodpowiedzialne i ma do tego prawo. Dziecko jest dziecinne, niekompetentne, może nie myśleć o konsekwencjach, może źle wypełnić powierzone zadanie, a nawet nie wypełnić go wcale – konsekwencje nie będą przesadnie poważne. Oczywiście dla dziecka będą się wydawały ciężką karą, ale gdzież tu porównywać zakaz oglądania telewizji lub szlaban na konsolę ze zwolnieniem z pracy czy karą grzywny lub pozbawienia wolności. Dzieciństwo jest po to, by osobnik zdobył wiedzę i umiejętności, nabrał doświadczenia i nauczył się norm społecznych. W dzieciństwie obowiązuje taryfa ulgowa (z zasady, wyjątki oczywiście się zdarzają). Bywają dzieci ponadprzeciętnie uzdolnione, obdarzone odpowiedzialnością i ogładą znacznie wcześniej niż większość. Niestety, zauważam, że rośnie liczba dorosłych, którzy nie zdążyli bądź nie byli w stanie opanować podstawowych zasad życia w społeczeństwie. Dorośli coraz częściej zmniejszają wymagania wobec siebie nawzajem. Która tendencja jest przyczyną, a która ...