Przejdź do głównej zawartości

Posty

Obrona zwierząt i astrologia, czyli kryminał metafizyczny

Sięgnąłem po najnowszą powieść Olgi Tokarczuk. Ta autorka jeszcze mnie nie zawiodła, a kilka razy udało jej się mnie zaskoczyć i zadziwić, pozytywnie oczywiście. Najnowszą powieść Prowadź swój pług przez kości umarłych brałem więc do ręki bez lęku, za to z niecierpliwą ciekawością. Główna bohaterka, Janina Duszejko (ostrożnie, nie lubi jak się do niej mówi po imieniu!) jest już w takim wieku i w takim stanie, że co wieczór myje dokładnie nogi, na wypadek, gdyby w nocy miało ją zabrać pogotowie. Mieszka samotnie na płaskowyżu w Kotlinie Kłodzkiej. Lubi zwierzęta, horoskopy i poezje Blake'a. Pewnej zimy ginie jej sąsiad. Smutny wypadek, policja nie stwierdza udziału osób trzecich. Pani Duszejko ma jednak teorię, że zwierzęta zemściły się na zmarłym za kłusownictwo. Teoria wydaje się być niedorzeczna, ale kolejne zgony zaczynają świadczyć na jej korzyść. Giną głównie myśliwi, a na miejscu tragedii zawsze zostają liczne ślady saren. Czyżby przyroda ukazywała swe mroczne oblicze? Zagad...

Avatar

Premiera tego filmu przeszłaby mimo moich zmysłów, gdyby nie większe niż zwykle zainteresowanie mediów, również tych, w których takie filmy zwykle nie goszczą. Pisali, że wspaniały, że nowa epoka w twórczości, że nowatorstwo, że Cameron czekał latami na realizację, aż możliwości techniczne dojrzeją do jego idei... Oprócz tych pozytywnie nastawionych głosów do obejrzenia Avataru przekonał mnie fakt, że jeszcze nigdy nie widziałem filmu w technice 3D.   Owszem, było w latach 80. w Warszawie kino „OKA", w którym wyświetlano filmy trójwymiarowe. Byłem wtedy na seansie przyrodniczym. Zapamiętałem z niego głównie magiczne okulary, przez które ujrzałem płynącego prosto na mnie rekina, a także motylki latające przed moim nosem, które chciałem za wszelką cenę złapać. Wtedy projekcja 3D zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Pomyślałem, że teraz, po z górą dwudziestu latach, technika poszła ostro do przodu, więc powstał w mej głowie szalony pomysł - pójdę obejrzeć Avatar. Najpierw może o w...

Wyzwolenie Warszawy

Dziś 65. rocznica wyzwolenia Warszawy. W mediach oczywiście cisza. Od paru lat postępuje zakłamywanie historii, przekuwanie jej na modłę patriotów z IPN i Muzeum Powstania. Dziś dowiadujemy się, że II wojna skończyła się 4 czerwca 1989 roku, a w 1945 nastąpiła tylko zmiana okupanta. Nie ma wojsk radzieckich, są za to sowieckie. Na temat tych czwartorzeczpospolitych rewelacji powiedziano już wiele. Wypowiadali się historycy, rozsądni politycy z różnych opcji i zwykli obywatele. Większość trzeźwo myślących Polaków jeszcze opiera się ultraprawicowemu praniu mózgów. Co jednak będzie za kilka lat, gdy coraz słabiej myślący uczniowie zostaną nafaszerowani taką wiedzą o naszej historii? Już dziś licealiści często wyrzucają z siebie prawomyślne slogany zamiast rzetelnych informacji.   W walkach o Warszawę zginęło ponad 22 tysiące żołnierzy Armii Czerwonej. Nie byli to partyjni aparatczycy ani funkcjonariusze NKWD. To byli zwykli młodzi ludzie, rzuceni w wir wojny, którzy zmuszeni byli wa...

I tak mnie nie przekonasz, czyli dyskusje przy piwie

W związku z minionymi feriami świątecznymi miałem okazję poszwendać się nieco po knajpach, restauracjach, piwiarniach i innych spelunkach. W takich lokalach zwykle się pije. Przy piciu zazwyczaj się dyskutuje. Wiem, że są tacy, którzy preferują karty, darty lub mordobicie, ale niektórym zdarza się także konwersować. Konwersowałem zatem i ja. Konwersowanie bywa pouczające. Dla mnie jeszcze bardziej pouczające jest przysłuchiwanie się konwersacjom bliźnich. Pewnego wieczoru rozmowa zeszła na temat wystawy „Bodies". Wywiązał się spór między dwoma biesiadnikami (cytuję z pamięci): A: Fajna wystawa, byłem na niej, bardzo mi się spodobała! B: Nie byłem, ale ja jestem przeciwny takim wystawom! A: Ależ dlaczego? B: Bo nie mogę przestać myśleć, że to byli żywi ludzie. A: Ale to byli w większości ludzie, którzy wyrazili zgodę na wykorzystanie swoich zwłok. B: Ja uważam, że to bezczeszczenie! A: Dlaczego? Przecież ta wystawa służy edukacji, bardzo wiele dowiedziałem się tam o ...

... a życie toczy się dalej

Dziś wigilia Bożego Narodzenia. Najbardziej rodzinne ze świąt w kalendarzu. Czy to znaczy, że najlepsze? Niekoniecznie. Ludzie dzięki niemu nie stają się lepsi, oni po prostu na kilka dni zapominają o codzienności, kontakty towarzyskie ograniczają do rodziny i starają się przez te kilka dni nie dostrzegać złych spraw, problemów i smutku, które przecież nie znikają; stają się na kilkanaście godzin niewidzialne. Ten sam mechanizm zadziałał przy pojednaniu kibiców po śmierci papieża. Za parę dni znów będziemy pluć na siebie, jak zwykle. Na ten piękny czas nawet żądne sensacji media milczą na temat złych, budzących świąteczne uniesienie spraw (np. samobójstwo urzędnika państwowego z najbliższego otoczenia premiera - normalnie wrzałoby, jak w ulu). Bez obaw, jeszcze zawrze. Te ciepłe, maślane oczka dziennikarzy i polityków znów znikną pod ściągniętymi brwiami i błyskiem złośliwej uciechy z „dokopania" bliźniemu. Zachęcając do refleksji nad tym nie zawsze szczerym świętem, nad całością ...

Marina

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio przeczytałem trzystustronicową powieść za jednym zamachem, w cztery godziny. Tym razem nie mogłem się oderwać, a wszystko za sprawą Mariny. Na Carlosa Ruiza Zafóna zwróciłem uwagę w zeszłym roku i początkowo podchodziłem do niego z dużą rezerwą. Któregoś dnia wpadł mi w ręce Cień wiatru w postaci audiobooka. Słuchanie takich grubych powieści nie jest najlepszym pomysłem, ale mimo mojej niecierpliwości lektor zdołał zafascynować mnie tajemniczym klimatem Barcelony. Później otrzymałem w prezencie Grę Anioła, już tradycyjnie wydrukowaną między okładkami. Po lekturze drugiej powieści stałem się fanem Zafona. Uważam, że jest on jednym z najlepszych powieściopisarzy, jakich miałem okazję czytać. Potrafi połączyć lekkość stylu i wartkość akcji, nie popadając w grafomanię. Jego powieści chłonę gorączkowo, niecierpliwie czekając na ciąg dalszy. Kiedy więc na księgarskich półkach ujrzałem nową książkę z nazwiskiem piewcy Barcelony na okładce, wiedziałem, że ją k...

Pudzian stulecia

W ostatni piątek mieliśmy szczęście oglądać drugą już w niedługim czasie walkę stulecia. Coś mi się wydaje, że walki stulecia będą naszą nową świecką tradycją. Tym razem walczyli zawodnicy w dyscyplinie zwanej na świecie MMA, a w Polsce - KSW. Chodzi tam, tak jak w boksie, o spranie rywala, z tym, ze w KSW można dodatkowo kopać, dusić i bić leżącego. Najlepszymi polskimi zawodnikami w tej dyscyplinie są dwaj naturalizowani Czeczeńcy i były judoka Paweł Nastula. Od piątku za wielkiego mistrza robi także były strongman Mariusz Pudzianowski. Walka stulecia była pojedynkiem debiutującego Pudziana z również debiutującym byłym bokserem Najmanem. Strongman podszedł do przeciwnika z gracją pociągu pancernego, po czym wyfroterował nim deski ringu. Całość trwała około czterdziestu sekund. Pudzianowski jest człowiekiem, który niezmiernie mi imponuje. Nie siłą, nie wyglądem, ale swoją sumiennością, determinacją w dążeniu do celu oraz pracowitością. Zrobił z tego swój znak rozpoznawczy („jak coś ...