Przejdź do głównej zawartości

I tak mnie nie przekonasz, czyli dyskusje przy piwie

W związku z minionymi feriami świątecznymi miałem okazję poszwendać się nieco po knajpach, restauracjach, piwiarniach i innych spelunkach. W takich lokalach zwykle się pije. Przy piciu zazwyczaj się dyskutuje. Wiem, że są tacy, którzy preferują karty, darty lub mordobicie, ale niektórym zdarza się także konwersować. Konwersowałem zatem i ja.

Konwersowanie bywa pouczające. Dla mnie jeszcze bardziej pouczające jest przysłuchiwanie się konwersacjom bliźnich. Pewnego wieczoru rozmowa zeszła na temat wystawy „Bodies".

Wywiązał się spór między dwoma biesiadnikami (cytuję z pamięci):

A: Fajna wystawa, byłem na niej, bardzo mi się spodobała!

B: Nie byłem, ale ja jestem przeciwny takim wystawom!

A: Ależ dlaczego?

B: Bo nie mogę przestać myśleć, że to byli żywi ludzie.

A: Ale to byli w większości ludzie, którzy wyrazili zgodę na wykorzystanie swoich zwłok.

B: Ja uważam, że to bezczeszczenie!

A: Dlaczego? Przecież ta wystawa służy edukacji, bardzo wiele dowiedziałem się tam o sobie, swoim organizmie, mogłem zobaczyć jak działa układ pokarmowy. Ja bym przyprowadził tam dziecko!

B: Wystarczą modele! Nie trzeba wystawiać zwłok, żeby nauczyć ludzi anatomii.

A: Modele to nie to samo! Nie wszyscy mają okazję uczestniczyć w operacjach lub sekcjach zwłok, jak np. studenci medycyny, a prawdziwy narząd nie da się zastąpić choćby i najlepiej zrobionym plastikowym modelem!

B: Ja nadal uważam, że to jest bezczeszczenie zwłok!

Dyskusja trwała nadal w tym duchu, a zakończyła się słowami biesiadnika B: „I tak mnie nie przekonasz, ja jestem przeciw takim wystawom!".

Cóż, pomyślałem, szkoda, że biesiadnik B nie próbował przekonać biesiadnika A, że takie wystawy są złe, a poprzestał na uporczywym powtarzaniu swojego stanowiska. Z jednej strony padały argumenty za, z drugiej nie padły żadne argumenty przeciw, powtarzał się tylko refren „nie, bo nie".

Miałem wrażenie, że słucham dyskusji o notatce Anoszkina na temat prośby Jaruzelskiego o „bratnią pomoc" ZSRR w 1981 roku. Uznani profesorowie Jan Widacki i Andrzej Werblan (ten drugi jest wybitnym specjalistą w dziedzinie historii PRL) przytoczyli szereg argumentów pokazujących, że sprawa jest naciągana, niepoparta żadnymi dowodami i niespełniająca podstawowych zasad logiki. Zaślepione nienawiścią do Jaruzelskiego IPN i media, uchodzące za niezależne, za nic mają merytoryczne argumenty i wołają, zupełnie, jak mój kompan od kufla: „Nie przekonacie nas, Jaruzelski i tak jest zdrajcą, który sprzedał nas sowietom!".

Powstaje błędne koło - nie umiemy dyskutować, zostajemy politykami, demonstrujemy w mediach, jak należy dyskutować, czym utwierdzamy młodych, że tak właśnie dyskutować należy. Tych, którzy argumentować potrafią i wiedzą, jak prowadzić merytoryczną rozmowę, zakrzyczymy powtarzając do znudzenia swoje stanowisko i wołając: „I tak nas nie przekonasz!". My ich przekonywać nie potrafimy, ale nie ma takiej potrzeby, bo to przecież my mamy rację, więc to nie nasz problem.

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa zupa czyli jak uniknąć razów męża

Kilkanaście lat temu ruszyła kampania społeczna przeciwko przemocy wobec kobiet. Sztandarem tej kampanii był plakat przedstawiający kobietę pobitą – z siniakami i zadrapaniami – opatrzony podpisem: „Bo zupa była za słona”. Zestawienie poruszające, wywołujące u każdego w miarę wrażliwego odbiorcy poczucie absurdu i sprzeciwu wobec takiego (czytaj: przedmiotowego i okrutnego) traktowania drugiego człowieka. Jaki skutek odniosła ta kampania? To pytanie do socjologów, jednak na pewno udało się zwrócić uwagę szerszego grona obywateli na to wstydliwe zagadnienie. Przedtem mówiono, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż, że związek małżeński jest święty, a żona jest przeznaczona mężowi, który jest „panem domu”. Jeszcze głupsze w mojej skromnej opinii jest porzekadło, że mężczyzna jest głową domu, a kobieta ma być szyją (co rozumiem tak, że kobieta może co najwyżej sprytnie manipulować mężem i forsować swoje potrzeby/pomysły niepostrzeżenie, by mąż myślał, że to on decyduje), co od razu wykluc...

Blog Forum Gdańsk 2011

Pierwsze zaskoczenie – zostałem dostrzeżony! Drugie zaskoczenie – zostałem zaproszony! Pognałem więc co sił pod maską do Wolnego Miasta Gdańska, by wziąć udział w drugiej edycji Blog Forum. Konferencja zorganizowana z dużym rozmachem i w świeżej, chwytliwej konwencji podobała mi się – nie bez zastrzeżeń, ale w końcu nikt nie jest doskonały. W trakcie konferencji wysłuchaliśmy wielu ciekawych wystąpień, braliśmy udział w dyskusjach z udziałem zaproszonych znakomitości – z najbardziej znanych wymienię Rafała Bryndala, Krzysztofa Skibę, Magdę Umer – mniej lub bardziej związanych z blogosferą. Zorganizowano także warsztaty, ku poprawie jakości tekstów, fotografii i strategii marketingowej blogerów. Tu drobne zastrzeżenie. Zaliczyłem dwa warsztaty, gdyż zajęcia z Panią Fotograf (warsztat fotografii reportażowej), delikatnie mówiąc, nie były wolne od niedociągnięć. Jak sama prowadząca zaznaczyła na wstępie, do prowadzenia zajęć wyznaczona została „z łapanki”. Warsztat rozpoczął się kłótnią i...

Orzełek symbolem czego?

Gruchnęła wieść, że polscy piłkarze z reprezentacji narodowej na nowych strojach nie mają naszytego godła państwowego. Ależ się podniósł krzyk, lament, zawodzenie – oj co to będzie, jak sportowiec może występować nieogodłowany, przecież tradycja, Polskie Orły, Orły Górskiego, Hej Sokoły, a w ogóle to precz z PZPN-em! Zmiana polegająca na zastąpieniu Orła Białego logotypem Związku Piłki Nożnej to woda na młyn tradycjonalistów i przeciwników PZPN. Mnie jakoś nie szokuje. Po pierwsze, sportowe reprezentacje większości krajów przestają być „narodowe” – pozostają co najwyżej „obywatelskie”. Wynika to z migracji, globalizacji, ale też (a może przede wszystkim) z urynkowienia sportu. Dobry sportowiec występuje tam, gdzie dobrze płacą. Obywatelstwo dostaje w trybie ekspresowym, by mógł sławić imię swej nowej ojczyzny na światowych arenach. Emmanuel Olisadebe otrzymał polski paszport od ręki, i to ręki samego prezydenta RP, nie musiał też spełniać warunków wymaganych dla „zwykłych” ludzi. Merl...