Przejdź do głównej zawartości

Kolorowanki dla dzieci, nie dla filmów!

Kilkanaście lat temu przez polską kinematografię przetoczyła się moda na kolorowanie czarno-białych filmów. Czy było to zachłyśnięcie się możliwościami współczesnej techniki, czy może przekonanie, że kolorowy film to postęp – nie wiem. Wiem, że kolor w filmie to postęp technologiczny, ale w sensie estetycznym nie wyparł i nie wyprze całkowicie z ekranów filmów czarno-białych. Obecnie są to dwa równoległe sposoby kręcenia filmów; każdy ma swoje wady i zalety. Obie techniki służą do osiągnięcia nieco innych celów, zastosowanie jednej lub drugiej zależy od wizji reżysera.

A tymczasem producenci, liczący zapewne na ponowne przyciągnięcie widzów przed ekrany oraz, być może, na zainteresowanie młodszej publiczności, pokolorowali kilka świetnych filmów, czym – w mojej opinii – zbezcześcili te dzieła. Nie mogę patrzeć na Samych swoich, ani na Jak rozpętałem drugą wojnę światową – zwyczajnie nie daję rady wysiedzieć przed telewizorem przy powtórkach. Chętnie obejrzałbym te filmy, bo są z gatunku „nie do znudzenia”, ale sztuczność kolorów i zniweczona praca filmowców odpowiedzialnych za obraz zwyczajnie mnie odstręcza. Niestety, bardzo rzadko, jeśli w ogóle, można spotkać wersję oryginalną. Nie przychodzą mi do głowy inne filmy potraktowane w ten sposób, ale chyba jeszcze było ich kilka.

Wielkie szczęście, że pomysł się nie przyjął, a pierwszy hurraoptymizm został zahamowany. „Kolorowacze” zostawili w spokoju Pancernych, Stawkę i wiele wspaniałych czarno-białych pereł rodzimej sztuki filmowej, za co jestem im niezmiernie wdzięczny.

Kolorowanki zostawmy przedszkolakom.

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa zupa czyli jak uniknąć razów męża

Kilkanaście lat temu ruszyła kampania społeczna przeciwko przemocy wobec kobiet. Sztandarem tej kampanii był plakat przedstawiający kobietę pobitą – z siniakami i zadrapaniami – opatrzony podpisem: „Bo zupa była za słona”. Zestawienie poruszające, wywołujące u każdego w miarę wrażliwego odbiorcy poczucie absurdu i sprzeciwu wobec takiego (czytaj: przedmiotowego i okrutnego) traktowania drugiego człowieka. Jaki skutek odniosła ta kampania? To pytanie do socjologów, jednak na pewno udało się zwrócić uwagę szerszego grona obywateli na to wstydliwe zagadnienie. Przedtem mówiono, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż, że związek małżeński jest święty, a żona jest przeznaczona mężowi, który jest „panem domu”. Jeszcze głupsze w mojej skromnej opinii jest porzekadło, że mężczyzna jest głową domu, a kobieta ma być szyją (co rozumiem tak, że kobieta może co najwyżej sprytnie manipulować mężem i forsować swoje potrzeby/pomysły niepostrzeżenie, by mąż myślał, że to on decyduje), co od razu wykluc...

Blog Forum Gdańsk 2011

Pierwsze zaskoczenie – zostałem dostrzeżony! Drugie zaskoczenie – zostałem zaproszony! Pognałem więc co sił pod maską do Wolnego Miasta Gdańska, by wziąć udział w drugiej edycji Blog Forum. Konferencja zorganizowana z dużym rozmachem i w świeżej, chwytliwej konwencji podobała mi się – nie bez zastrzeżeń, ale w końcu nikt nie jest doskonały. W trakcie konferencji wysłuchaliśmy wielu ciekawych wystąpień, braliśmy udział w dyskusjach z udziałem zaproszonych znakomitości – z najbardziej znanych wymienię Rafała Bryndala, Krzysztofa Skibę, Magdę Umer – mniej lub bardziej związanych z blogosferą. Zorganizowano także warsztaty, ku poprawie jakości tekstów, fotografii i strategii marketingowej blogerów. Tu drobne zastrzeżenie. Zaliczyłem dwa warsztaty, gdyż zajęcia z Panią Fotograf (warsztat fotografii reportażowej), delikatnie mówiąc, nie były wolne od niedociągnięć. Jak sama prowadząca zaznaczyła na wstępie, do prowadzenia zajęć wyznaczona została „z łapanki”. Warsztat rozpoczął się kłótnią i...

Kultura demokracji

Od dwudziestu lat mamy w Polsce demokrację i kapitalizm - tak przynajmniej słyszę w mediach. Słyszę też, że zwykli obywatele pragnęli demokracji i kapitalizmu i są teraz bardzo szczęśliwi, a wcześniej byli nieszczęśliwi, bo w Polsce był komunizm. Pierwszą znaną ofiarą demokracji był satyryk i dzielny bojownik w walce z komunizmem, Jan Pietrzak. Po 1990 roku poszedł ponoć do prezydenta Wałęsy i poprosił o przydział lokalu dla swojego kabaretu. Za zasługi, czyli za darmo. Walczył dzielnie, próbując swą grą aktorską popsuć reżymowe produkcje filmowe i telewizyjne („Czterdziestolatek", „Kochaj albo rzuć"). Nie zdawał sobie, biedaczysko, sprawy, że w kapitalizmie, który w pocie czoła wywalczył, nie istnieją przydziały - jak chce lokal dla kabaretu, to musi go sobie kupić lub wynająć. Wot, surpriz. Podobne „zagubienie" zauważyłem również niedawno u zwykłych obywateli. Nic dziwnego, skoro pogubił się tak światły twórca kultury i demokrata, jak p. Pietrzak. Wszystkim zagubionym...