Przejdź do głównej zawartości

Szczęśliwy brzeg

Kanał TVP Kultura nadawał niedawno film Andrzeja Konica z 1983 roku, zatytułowany Szczęśliwy brzeg. W roli głównej oglądamy Jerzego Bińczyckiego, partnerują mu Stanisława Celińska, Wojciech Pokora, Beata Poźniak i Leonard Pietraszak.

Film opowiada o jesieni życia Jana, kapitana żeglugi wielkiej, który po przejściu na emeryturę postanawia zamieszkać z córką i jej rodziną. Wspólne życie z ojcem, który był dotąd głównie nieobecny, jest uciążliwe dla wszystkich. Jan, schorowany i rozczarowany zachowaniem rodziny, poznaje Polę, młodą dziewczynę zainteresowaną żeglarstwem. Wspólne zainteresowania stają się podstawą nietypowego, lecz szczęśliwego związku, który pozwala Janowi na nowo uwierzyć w człowieka. Później sytuacja się komplikuje.

Obejrzałem ten film z dużą przyjemnością. Szczęśliwy brzeg jest obrazem trudnym, wymagającym skupienia, pełnym niedomówień, aluzji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Zachwyca gra aktorów, w szczególności Bińczyckiego i Celińskiej, zwraca uwagę świetnie zagrana przez Marcina Francuza rola wrednego i bezczelnego wnuczka. To wszystko oparte na dobrym, skłaniającym do refleksji scenariuszu, w którym każdy może odnaleźć swoje własne problemy.

Zastanawiam się, czemu takich filmów już się nie robi? Czemu nie powstają dobre, dobrze zagrane filmy obyczajowe, niezgłaszające pretensji do bycia wielkimi arcydziełami? Gdzie niebanalne scenariusze, autentyczni bohaterowie, życiowe problemy? Czy naprawdę jesteśmy obecnie skazani na Klan, Plebanię i M jak miłość?

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa zupa czyli jak uniknąć razów męża

Kilkanaście lat temu ruszyła kampania społeczna przeciwko przemocy wobec kobiet. Sztandarem tej kampanii był plakat przedstawiający kobietę pobitą – z siniakami i zadrapaniami – opatrzony podpisem: „Bo zupa była za słona”. Zestawienie poruszające, wywołujące u każdego w miarę wrażliwego odbiorcy poczucie absurdu i sprzeciwu wobec takiego (czytaj: przedmiotowego i okrutnego) traktowania drugiego człowieka. Jaki skutek odniosła ta kampania? To pytanie do socjologów, jednak na pewno udało się zwrócić uwagę szerszego grona obywateli na to wstydliwe zagadnienie. Przedtem mówiono, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż, że związek małżeński jest święty, a żona jest przeznaczona mężowi, który jest „panem domu”. Jeszcze głupsze w mojej skromnej opinii jest porzekadło, że mężczyzna jest głową domu, a kobieta ma być szyją (co rozumiem tak, że kobieta może co najwyżej sprytnie manipulować mężem i forsować swoje potrzeby/pomysły niepostrzeżenie, by mąż myślał, że to on decyduje), co od razu wykluc...

Radziecki? Sowiecki?

Coraz częściej natykam się na samozwańczych poprawiaczy języka polskiego. Chodzi mi o nazewnictwo nieistniejącego już, największego obszarowo państwa na świecie i wszelkich zagadnień z nim związanych. Jakie to państwo, nietrudno zgadnąć, ale jak się nazywa? Encyklopedia PWN podaje że jest to (był) Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich lub w skrócie Związek Radziecki. Słowniki również taką nazwę i przymiotnik „radziecki” odnotowują”. Niby wszystko w porządku. Jednak (wracając do początku) coraz częściej spotykam się z formą „Związek Sowiecki”, przymiotnikiem „sowiecki”, a nawet ze skrótem „ZSRS”! Co gorsza takie kwiatki nie są wyłącznie cechą publikacji wojujących wydawnictw bogoojczyźnianych; można je spotkać również w poważnych i neutralnych światopoglądowo dziełach, również, a nawet często, w tłumaczeniach. Wielki Słownik Angielsko-Polski PWN-Oksford przy słowie „sowiecki” podaje, iż jest to wyraz o zabarwieniu pejoratywnym. Przez lata tzw. demokratyczna opozycja używała te...

Tytoniowy szlak

Krzysztof Teodor Toeplitz wydał kolejną książkę. Już to pierwsze zdanie wystarczy, by wywołać intelektualne ożywienie. Wszelkie przejawy pisarstwa red. KTT są warte odnotowania; po każdej jego książce, po felietonie, czy choćby krótkiej notce prasowej, czuję się mądrzejszy (czy jestem, to inna sprawa). Każdy jego tekst jest jak snop światła, który oświetla, albo doświetla poruszany temat, dzięki czemu patrzę na problem świeżym okiem, w sposób, który mnie samemu nie przyszedłby pewnie do głowy. Tytoniowy szlak to esej kulturoznawczy, zarys historii palenia tytoniu przez człowieka od czasów wielkich odkryć geograficznych do chwili obecnej. Autor z werwą smakosza opisuje kulturę palenia tytoniu - fajki i cygara, jako używki dla koneserów, jak również tytoniu do żucia i papierosów, przeznaczonych dla zwyczajnych nałogowców. Nie gloryfikując tytoniu, bez przemilczania jego szkodliwości, próbuje Toeplitz ostudzić zapał zagorzałych przeciwników palenia. Wykazuje złożoność tego zjawiska, jego ...