Przejdź do głównej zawartości

Cenzura dawniej i dziś

Karmieni jesteśmy poglądem, że dawniej, przed 1989 rokiem, nie było wolności. Nie wolno było jeździć za granicę, nie można było mówić i pisać o wszystkim, o czym by się chciało, bo była cenzura. Obywatele nie mieli dostępu do informacji, bo była tylko jedna, państwowa telewizja. Wszystkie te przykłady „braku wolności" są prawdziwe, jednak porównywanie ich z dzisiejszą pełnią swobód, to już gruba manipulacja, podobna zresztą do tej stosowanej przez władze PRL.

Po pierwsze: czy w PRL naprawdę nie było ani grama wolności? Czy Polacy nie podróżowali wtedy po świecie? Ależ podróżowali! Na pewno nie na tak masową skalę, jak teraz, ale w tamtych czasach nikt nigdzie nie podróżował na taką skalę. Obecnie upowszechnił się transport lotniczy, linie obniżyły ceny biletów, a masowa turystyka pozwala obniżyć koszty zarówno transportu, jak i pobytu w dalekich krajach. Kiedyś bez większych problemów podróżowaliśmy po krajach Demokracji Ludowej (wspaniała i nieodżałowana pieczątka AB), teraz poruszamy się swobodnie po Unii Europejskiej. Kiedyś obawialiśmy się biurokraty w Urzędzie Paszportowym, teraz boimy się pisku bramki wykrywającej metale na lotnisku.

Po drugie: czy wraz z PRL skończyła się cenzura? I czy w PRL była ona tak restrykcyjna? Istniało wszak czasopismo „Po prostu", które miało krytyczne nastawienie wobec rządzących. Po zamknięciu „Po prostu" powstał tygodnik „Polityka", który również nie zawsze był przychylny Władzy, ale przetrwał wszystkie momenty zapalne i ukazuje się nieprzerwanie od 1957 roku do dziś. Po 1989 roku skończyła się oficjalna cenzura, za to pojawiła się cenzura nieoficjalna, oparta na etosie „Solidarności" (styropian) i wartościach chrześcijańskich (WC). Do dziś media elektroniczne nagłaśniają tylko te wydarzenia, które są wygodne. W teorii media dzielą się na prawicowe i lewicowe, na liberalne i konserwatywne, ale dotyczy to tylko sympatii politycznych w obrębie głównego nurtu. Pewne problemy są konsekwentnie przemilczane przez wszystkie ważniejsze media, czy to katolickie, czy lewackie, czy liberalne. Przykładem niech będzie sprawa oceny z religii na świadectwach szkolnych i kontrowersyjny wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. Dziś ta auto(?)cenzura jest dużo mniej skuteczna, gdyż istnieje Internet, a Polacy coraz lepiej znają języki obce.

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale gdy oglądam wiadomości na kilku programach jednego dnia (TVP, TVN, POLSAT, SUPERSTACJA) i nie znajduję istotnych różnic w doborze tematów i charakterze komentarzy, to zastanawiam się, czy ktoś, kto zawiaduje środkami masowej informacji, nie sprzedaje nam własnego obrazu świata, chroniąc nas przed samodzielnym myśleniem. Czy nie jest tak, jak w Generation P Pielewina, że świat medialny istnieje tylko w mediach? Ten cenzurowany obraz świata dotyczy też naszego spojrzenia w przeszłość. Media zakłamują przeszłość, by łatwiej sprzedać nam niepopularne i nie zawsze mądre decyzje polityków w teraźniejszości. Chwali się współczesny świat pełen swobód obywatelskich i jednocześnie te swobody coraz bardziej się ogranicza, tym razem w imię bezpieczeństwa i walki z terroryzmem i globalnym ociepleniem (bieganie boso po lotniskach, kontrole na każdym kroku, zakaz palenia rozszerzony w perspektywie do własnego mieszkania, propozycje rejestracji klientów sklepów monopolowych). Kiedyś cenzura była realizowana za pomocą aparatu państwowego, teraz cenzuruje się za pomocą pieniędzy. Nie masz kasy na dotarcie do milionów odbiorców, to cię nie ma. Nie mówią o tobie - znaczy nie istniejesz. Nie ma przy tym, żadnego zakazu, jeśli chcesz, to publikuj, krzycz, manifestuj, ale najpierw znajdź poparcie mas. A masy zamiast myśleć, wolą Avatar, Disco Polo i grillowanie za miastem przy piwie (bezalkoholowym).

Popularne posty z tego bloga

Orzełek symbolem czego?

Gruchnęła wieść, że polscy piłkarze z reprezentacji narodowej na nowych strojach nie mają naszytego godła państwowego. Ależ się podniósł krzyk, lament, zawodzenie – oj co to będzie, jak sportowiec może występować nieogodłowany, przecież tradycja, Polskie Orły, Orły Górskiego, Hej Sokoły, a w ogóle to precz z PZPN-em! Zmiana polegająca na zastąpieniu Orła Białego logotypem Związku Piłki Nożnej to woda na młyn tradycjonalistów i przeciwników PZPN. Mnie jakoś nie szokuje. Po pierwsze, sportowe reprezentacje większości krajów przestają być „narodowe” – pozostają co najwyżej „obywatelskie”. Wynika to z migracji, globalizacji, ale też (a może przede wszystkim) z urynkowienia sportu. Dobry sportowiec występuje tam, gdzie dobrze płacą. Obywatelstwo dostaje w trybie ekspresowym, by mógł sławić imię swej nowej ojczyzny na światowych arenach. Emmanuel Olisadebe otrzymał polski paszport od ręki, i to ręki samego prezydenta RP, nie musiał też spełniać warunków wymaganych dla „zwykłych” ludzi. Merl...

Długie włosy

Moda w branży fryzjerskiej jest równie zmienna, jak w krawieckiej. Męskie i damskie fryzury podlegają nieustannym przemianom, ewolucjom i rewolucjom. Raz krócej, raz dłużej, czasem nierówno, czasem symetrycznie. To, co modne było przed ćwierćwieczem, dziesięć lat temu uznawano za obciach, by w zeszłym roku przywrócić do łask. Jedno uczesanie chyba nigdy nie wyjdzie z mody, a na pewno było i jest doceniane. Mam na myśli długie, niczym nieskrępowane włosy u kobiet. Może upięte w kok podkreślają biust, może wysoko zawiązany kucyk odmładza. Może podobać się dziewczyna ostrzyżona „na zapałkę”, z irokezem lub wieńcem a la Tymoszenko. Może i podoba się na pewno. Jednak ciężko znaleźć chłopa w wieku produkcyjnym, który nie odwróci się z zachwytem na widok burzy włosów spadających na plecy – i niżej. Drzewiej bywało, że długie włosy były atrybutem młodości i panieństwa. Po ślubie kobieta traciła wianek i warkocze, a w zamian dostawała czepiec. Włosy na damskiej głowie uważano za bardziej nazna...

Musierowicz

Od trzydziestu pięciu lat czytana i uwielbiana przez rzesze nastolatek. Właśnie ukazała się dziewiętnasta odsłona sceny życia w jeżyckim teatrze. Małgorzata Musierowicz prowadzi nas przez ulice Poznania, zapraszając do rodzin Borejków, Żaków, Ogorzałków, Bitnerów i innych bohaterów sagi o miłości, wierności i dobrze przeżytym życiu. Jako młodzież szkolna pochłaniałem literaturę młodzieżową w ilościach hurtowych. Niziurski, Ożogowska, Bahdaj, Siesicka to był mój pisarski dream team. Od literatury uznanej powszechnie za dziewczyńską także nie stroniłem, zdzierżyłem nawet pięć albo sześć tomów tasiemca o Ani z Wyspy Księcia Edwarda. Książek Musierowicz jednak nigdy do ręki nie wziąłem w tamtych czasach. Najniespodziewaniej sięgnąłem po nie w wieku mocno dorosłym, kilka lat temu. Po pierwszych dwóch, trzech tomach „Jeżycjady”, pomyślałem: „szkoda, że nie skusiłem się na nie wcześniej”. W miarę czytania kolejnych doszedłem do wniosku, że chyba jednak dobrze, że czytam je dopiero teraz. „Je...