Przejdź do głównej zawartości

Filutek

Pierwszym komiksem, z jakim się zetknąłem i który przesądził zapewne o mojej wielkiej miłości do tego gatunku, była seria Zbigniewa Lengrena Filutek. Ludziom pamiętającym stary, krakowski „Przekrój" przedstawiać Filutka nie muszę. Od 1948 roku tydzień w tydzień gościł na ostatniej stronie pisma. Zakończył swą misję niedługo przed śmiercią Lengrena w 2003 roku. W dzieciństwie, poza „Światem Młodych" moja prasówka rozpoczynała się właśnie od przestudiowania kolumny trzech obrazków z przygodą profesora Filutka i jego psa.

Filutek zaistniał także poza „Przekrojem". W Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej wyprodukowano kilka filmów z jego udziałem:

  • Dziwny sen profesora Filutka(1956),
  • Pojedynek profesora Filutka(1956),
  • Profesor Filutek w parku(1955),
  • Zryw na spływ(1956).

Wydano kilka książek z rysunkami Lengrena, w których Filutek zawsze zajmował poczesne miejsce. W Toruniu powstał pomnik psa Filusia, pilnującego parasola i kapelusza swego pana. Słowem, Postać z ostatniej strony przekroju stała się trwałym elementem kultury popularnej i na stałe zagościła w świadomości społeczeństwa polskiego w XX wieku.

W obecnym stuleciu Polacy powoli zapominają o Filutku i jego psie. „Przekrój" przeprowadził się do stolicy, zmienił oblicze na nowocześniejsze, a Filutka zastąpił Stanisławem z Łodzi autorstwa Marka Raczkowskiego. Przez pewien czas Raczkowski próbował naśladować formułę Lengrana, ale nie czuł się w niej dobrze. Kultowa ostatnia strona „Przekroju" (redagowana ongiś m. in. przez Lengrena i Ludwika Jerzego Kerna) również nie wytrzymała przemiany pisma. Filutek odszedł. Czy na pewno?

Ku mojej wielkiej radości, natknąłem się na nowe filmy o Filutku. Autorem jest urodzony w Polsce australijski producent filmów animowanych Yoram Gross. Mam nadzieję że drugie życie Filutka na antypodach będzie równie długie i szczęśliwe, co pierwsze w Krakowie.




Popularne posty z tego bloga

Orzełek symbolem czego?

Gruchnęła wieść, że polscy piłkarze z reprezentacji narodowej na nowych strojach nie mają naszytego godła państwowego. Ależ się podniósł krzyk, lament, zawodzenie – oj co to będzie, jak sportowiec może występować nieogodłowany, przecież tradycja, Polskie Orły, Orły Górskiego, Hej Sokoły, a w ogóle to precz z PZPN-em! Zmiana polegająca na zastąpieniu Orła Białego logotypem Związku Piłki Nożnej to woda na młyn tradycjonalistów i przeciwników PZPN. Mnie jakoś nie szokuje. Po pierwsze, sportowe reprezentacje większości krajów przestają być „narodowe” – pozostają co najwyżej „obywatelskie”. Wynika to z migracji, globalizacji, ale też (a może przede wszystkim) z urynkowienia sportu. Dobry sportowiec występuje tam, gdzie dobrze płacą. Obywatelstwo dostaje w trybie ekspresowym, by mógł sławić imię swej nowej ojczyzny na światowych arenach. Emmanuel Olisadebe otrzymał polski paszport od ręki, i to ręki samego prezydenta RP, nie musiał też spełniać warunków wymaganych dla „zwykłych” ludzi. Merl...

Długie włosy

Moda w branży fryzjerskiej jest równie zmienna, jak w krawieckiej. Męskie i damskie fryzury podlegają nieustannym przemianom, ewolucjom i rewolucjom. Raz krócej, raz dłużej, czasem nierówno, czasem symetrycznie. To, co modne było przed ćwierćwieczem, dziesięć lat temu uznawano za obciach, by w zeszłym roku przywrócić do łask. Jedno uczesanie chyba nigdy nie wyjdzie z mody, a na pewno było i jest doceniane. Mam na myśli długie, niczym nieskrępowane włosy u kobiet. Może upięte w kok podkreślają biust, może wysoko zawiązany kucyk odmładza. Może podobać się dziewczyna ostrzyżona „na zapałkę”, z irokezem lub wieńcem a la Tymoszenko. Może i podoba się na pewno. Jednak ciężko znaleźć chłopa w wieku produkcyjnym, który nie odwróci się z zachwytem na widok burzy włosów spadających na plecy – i niżej. Drzewiej bywało, że długie włosy były atrybutem młodości i panieństwa. Po ślubie kobieta traciła wianek i warkocze, a w zamian dostawała czepiec. Włosy na damskiej głowie uważano za bardziej nazna...

Musierowicz

Od trzydziestu pięciu lat czytana i uwielbiana przez rzesze nastolatek. Właśnie ukazała się dziewiętnasta odsłona sceny życia w jeżyckim teatrze. Małgorzata Musierowicz prowadzi nas przez ulice Poznania, zapraszając do rodzin Borejków, Żaków, Ogorzałków, Bitnerów i innych bohaterów sagi o miłości, wierności i dobrze przeżytym życiu. Jako młodzież szkolna pochłaniałem literaturę młodzieżową w ilościach hurtowych. Niziurski, Ożogowska, Bahdaj, Siesicka to był mój pisarski dream team. Od literatury uznanej powszechnie za dziewczyńską także nie stroniłem, zdzierżyłem nawet pięć albo sześć tomów tasiemca o Ani z Wyspy Księcia Edwarda. Książek Musierowicz jednak nigdy do ręki nie wziąłem w tamtych czasach. Najniespodziewaniej sięgnąłem po nie w wieku mocno dorosłym, kilka lat temu. Po pierwszych dwóch, trzech tomach „Jeżycjady”, pomyślałem: „szkoda, że nie skusiłem się na nie wcześniej”. W miarę czytania kolejnych doszedłem do wniosku, że chyba jednak dobrze, że czytam je dopiero teraz. „Je...