Przejdź do głównej zawartości

Gra półsłówek

Odkrywam u coraz większej liczby moich znajomych z najróżniejszych środowisk brak bladego pojęcia, czym jest tzw. „gra półsłówek". Mnie, który bawi się w takie szarady od mniej więcej piątej klasy podstawówki, wydawało się, że świadomość półsłówek jest powszechna. Utwierdzały mnie w tym przekonaniu tytuły artykułów - do dziś pamiętam „Bój w hucie" i „Chór wujów".

Półsłówka były obecne w towarzystwie mi najbliższym sporadycznie, acz nieustająco. Gdy oglądałem zawody sportowe, był szał na kortach, tenis w porcie, piła w kółku, a czasem granie w salopie. Przy innej okazji mogła być draka w sali, barwa na kurierze, czasem było równo z górki, a czasem zdarzał się kolec w stawie.

Kilka lat temu, ku mojej uciesze, usłyszałem wiązankę półsłówek na spektaklu Żaby według Arystofanesa, granym w warszawskim Teatrze Narodowym: mała się nie pieści bo ma chętkę na wuja itp. Podczas podróży po kraju i nie tylko, obserwowałem malownicze domki w Słupsku i przepiękne sady w złocie (głównie jesienią). Gdzie nie spojrzeć, tam półsłówka.

Podstawowa zasada w „grze półsłówek": nie wolno mówić głośno rozwiązania kalamburu. Cały cymes i „ślicz" polega na zakamuflowanym wygłaszaniu sprośności w dużym, nawet oficjalnym gronie. Dzięki temu nie każda pędząca glizda musi wiedzieć, że pradziadek przy saniach, a prababka na słocie.

Popularne posty z tego bloga

Orzełek symbolem czego?

Gruchnęła wieść, że polscy piłkarze z reprezentacji narodowej na nowych strojach nie mają naszytego godła państwowego. Ależ się podniósł krzyk, lament, zawodzenie – oj co to będzie, jak sportowiec może występować nieogodłowany, przecież tradycja, Polskie Orły, Orły Górskiego, Hej Sokoły, a w ogóle to precz z PZPN-em! Zmiana polegająca na zastąpieniu Orła Białego logotypem Związku Piłki Nożnej to woda na młyn tradycjonalistów i przeciwników PZPN. Mnie jakoś nie szokuje. Po pierwsze, sportowe reprezentacje większości krajów przestają być „narodowe” – pozostają co najwyżej „obywatelskie”. Wynika to z migracji, globalizacji, ale też (a może przede wszystkim) z urynkowienia sportu. Dobry sportowiec występuje tam, gdzie dobrze płacą. Obywatelstwo dostaje w trybie ekspresowym, by mógł sławić imię swej nowej ojczyzny na światowych arenach. Emmanuel Olisadebe otrzymał polski paszport od ręki, i to ręki samego prezydenta RP, nie musiał też spełniać warunków wymaganych dla „zwykłych” ludzi. Merl...

Długie włosy

Moda w branży fryzjerskiej jest równie zmienna, jak w krawieckiej. Męskie i damskie fryzury podlegają nieustannym przemianom, ewolucjom i rewolucjom. Raz krócej, raz dłużej, czasem nierówno, czasem symetrycznie. To, co modne było przed ćwierćwieczem, dziesięć lat temu uznawano za obciach, by w zeszłym roku przywrócić do łask. Jedno uczesanie chyba nigdy nie wyjdzie z mody, a na pewno było i jest doceniane. Mam na myśli długie, niczym nieskrępowane włosy u kobiet. Może upięte w kok podkreślają biust, może wysoko zawiązany kucyk odmładza. Może podobać się dziewczyna ostrzyżona „na zapałkę”, z irokezem lub wieńcem a la Tymoszenko. Może i podoba się na pewno. Jednak ciężko znaleźć chłopa w wieku produkcyjnym, który nie odwróci się z zachwytem na widok burzy włosów spadających na plecy – i niżej. Drzewiej bywało, że długie włosy były atrybutem młodości i panieństwa. Po ślubie kobieta traciła wianek i warkocze, a w zamian dostawała czepiec. Włosy na damskiej głowie uważano za bardziej nazna...

Musierowicz

Od trzydziestu pięciu lat czytana i uwielbiana przez rzesze nastolatek. Właśnie ukazała się dziewiętnasta odsłona sceny życia w jeżyckim teatrze. Małgorzata Musierowicz prowadzi nas przez ulice Poznania, zapraszając do rodzin Borejków, Żaków, Ogorzałków, Bitnerów i innych bohaterów sagi o miłości, wierności i dobrze przeżytym życiu. Jako młodzież szkolna pochłaniałem literaturę młodzieżową w ilościach hurtowych. Niziurski, Ożogowska, Bahdaj, Siesicka to był mój pisarski dream team. Od literatury uznanej powszechnie za dziewczyńską także nie stroniłem, zdzierżyłem nawet pięć albo sześć tomów tasiemca o Ani z Wyspy Księcia Edwarda. Książek Musierowicz jednak nigdy do ręki nie wziąłem w tamtych czasach. Najniespodziewaniej sięgnąłem po nie w wieku mocno dorosłym, kilka lat temu. Po pierwszych dwóch, trzech tomach „Jeżycjady”, pomyślałem: „szkoda, że nie skusiłem się na nie wcześniej”. W miarę czytania kolejnych doszedłem do wniosku, że chyba jednak dobrze, że czytam je dopiero teraz. „Je...