Przejdź do głównej zawartości

Posty

Każdy umiera w samotności

Czasem człowiek „...po szerokim szuka świecie tego, co jest bardzo blisko", jak to robił Koziołek Matołek. Czasem znajduje niespodziewanie to, o czym nie miał przez wiele lat pojęcia, a było pod ręką. Ja od czasu do czasu sięgam na półkę ze starymi, pożółkłymi książkami i... Tam to dopiero można znaleźć ciekawe rzeczy. Ostatnio natknąłem się na powieść antywojenną Każdy umiera w samotności Hansa Fallady (1947 r., wydanie polskie z 1950 r.). Zacząłem czytać, a książka wessała mnie i nie wypuściła aż do ostatniej strony. Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna; wręcz przeciwnie - ciężka, trudna i wstrząsająca. Jest to powieść oparta na prawdziwych losach pewnego niemieckiego małżeństwa w czasie II wojny światowej. Otto i Anna Quanglowie po śmierci jedynego syna postanawiają walczyć z nazizmem, a że są tylko skromnym robotniczym małżeństwem, walczą cicho i niezbyt skutecznie. Mianowicie, piszą na kartkach pocztowych odezwy antyhitlerowskie i podrzucają je w różnych punktach Be...

Nawet, gdy Polak wygrał – został skrzywdzony!

Polacy są masochistami. Nie twierdzę, że wszyscy, ale na pewno wielu. Większość ludzi mediów masochizm ten rozpowszechnia z wytrwałością godną lepszej sprawy. Nie wynoszę się ponad tę przypadłość - i mnie się ona zdarza. Oglądając zawody sportowe często kibicuję słabszym i przegrywającym. Pewnie mam to wbite do głowy razem z „polskością". Niestety, ten nasz masochizm rozwija się w sposób niekontrolowany. Media nie potrafią się cieszyć NICZYM. Dosłownie NICZYM. Za to uwielbiają rozpamiętywać porażki, nieprzyjazne nam zachowania, gesty, obelgi i wszystko, co niezgodne z polskim postrzeganiem świata. O niezdrowym podnieceniu co roku w sierpniu nie będę wspominał, bo jest to wrzód nie do wyleczenia - trzeba z nim żyć i leczyć objawowo. Bardziej zastanawia mnie nastawienie kibiców sportowych. W sporcie generalnie chodzi o to, żeby wygrać. Chwała, uwielbienie fanów i spore pieniądze przypadają zwycięzcy, czasem jeszcze medalistom i zdobywcom tzw. „miejsc punktowanych". Generalnie ...

„Miałeś chamie...”, czyli festiwale w TVP

Nie jestem już człowiekiem najmłodszym, pamiętam więc dawne czasy, gdy TVP miała wszystko: najlepsze filmy, seriale, rozrywkę na wysokim poziomie, publicystykę i sport. Nie mam tu na myśli czasów PRL, gdy innej telewizji nie było. Wtedy była to „oczywista oczywistość". Chodzi mi raczej o lata 90. Prywatne stacje telewizyjne nadawały amerykańskie filmy klasy C i sitcomy z rubasznym rechotem w tle, w dodatku kupione na wyprzedaży, więc nie pierwszej świeżości. Publiczna była nieźle zarządzana i jej pozycja wydawała się niezagrożona. Może to uśpiło jej kierownictwo i polityków? Pierwszym sygnałem zwiastującym kłopoty było - jeszcze w latach 90. - wykupienie transmisji z rozgrywek polskiej I ligi piłki kopanej przez „Canal Pli". TVP przyzwyczajona do monopolu przespała moment, prywatna telewizja złożyła lepszą ofertę i... zagorzali kibice ustawili się w kolejce po dekodery. Potem było już tylko gorzej. TVN i Polsat podkupiły najlepszych specjalistów, włożyły duże pieniądze w PR,...

W hołdzie poległym

Wywołanie powstania w Warszawie w obecnej chwili było nie tylko głupotą, ale wyraźną zbrodnią. Gen. Władysław Anders, sierpień 1944. Złóżmy hołd ofiarom pamiętając o bezsensownej destrukcji i fatalnym w skutkach machaniu szabelką przeciw czołgom. 1 sierpnia 1944 to smutna data w dziejach Polski. Pamiętajmy o niej i dbajmy, by nic podobnego nigdy się nie powtórzyło... Fot. AZ. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jesień w środku lata

Znajomi twierdzą, że jestem dziwny, gdy oświadczam im, że lubię jesień. Niekoniecznie „złotą polską". Lubię wczesną jesień, kiedy dni są jeszcze długie i dość ciepłe, ale poranki już witają mnie mgłą. To wilgoć, przyjemna, rześka, ale nie chłodna, nastraja mnie pozytywnie. Wiatr nie jest już tak ciepły, ale niesie ze sobą resztki lata. Liście ostatkiem sił trzymają się drzew, te słabsze już chrzęszczą pod nogami. Najpiękniejsze jednak we wczesnej jesieni są wieczory przy ognisku. Siedzimy w ciepłych swetrach, a we włosach gnieździ się dym - pachnący szyszkami i szczypiący w oczy. Przy takim wieczornym ognisku nie pieczemy kiełbasek, najwyżej zagrzebujemy ziemniaki w popiele. Nie o grillowanie, ani o konsumpcję tutaj chodzi; celem jest degustacja. Piwo ze schłodzonej wilgotnym jesiennym powietrzem puszki nigdzie indziej tak nie smakuje. (Czy ktoś pamięta jeszcze markę „10,5" albo „EB"?). Wtedy jeszcze niemal zakazane, więc delektowaliśmy się nim w zachwycie. Czasem ktoś ...

Władimir Wysocki

Dziś mija 30 lat od śmierci Władimira Wysockiego. 25 lipca 1980 roku miało się odbyć kolejne przedstawienie Hamleta w moskiewskim Teatrze na Tagance. Z oczywistego powodu spektakl odwołano. Była możliwość oddania niewykorzystanego biletu; NIKT tego nie zrobił. Pogrzeb odbył się trzy dni później. Wysockiego żegnały tłumy . W „Przeglądzie" nr 28(550) z 18 lipca br. ukazał się artykuł Od sławy do zapomnienia , który gorąco polecam.

Krzyże, tragedie i parady, czyli co nas kręci, co nas podnieca

Ostatni weekend obfitował w wielce ciekawe wydarzenia. Mieszały mi się: walka o krzyż pod Pałacem Prezydenckim, parada równości „Europride" oraz najnowszy film Woody'ego Allena pod polskim tytułem „Co nas kręci, co nas podnieca". Co najciekawsze, rozwiązanie tych wszystkich bezsensownych kłótni, świętego oburzenia i manifestowania własnej odmienności, znalazłem niespodziewanie właśnie w filmie. Nie powalił mnie na kolana, nie zaskoczył niczym nowym. „Vicky Cristina Barcelona" był filmem o klasę lepszym. „Co nas kręci..." to przeciętny film Allena - niezła rozrywka z elementami zadumy. Ja polecałbym to dzieło uwadze wszystkich ograniczonych bojowników o polskość i katolickość. Drodzy Bojownicy: ludzie są różni. Stwierdzenie jest tak oczywiste i wyświechtane, że samo przytaczanie go jest żenujące. Cóż z tego, gdy do tuby propagandowej dorwali się tacy, którzy tej podstawowej, wydawałoby się, prawdy nie ogarniają. Dzięki takim rycerzom Maryi w XXI wieku, w dobie te...